Naleśnik
Jakiś czas temu na nasze ranczo przypałętał się pies. Bardzo cieszył się jak chciało się go pogłaskać, ale na samo głaskanie nie pozwalał. Zadomowił się na tyle, że dostał nawet swój pseudonim - Racuch. Przez cały dzień czatował na wychodzących z domu ludzi i towarzyszył im, cokolwiek na podwórku robili. Za samochodem też niestety gonił, co przyniosło na niego zgubę. Zmierzył się z ciężarówką i uległ.
Niedługo potem okazało się, że Racuch to była ona, w dodatku zostawiła po sobie potomstwo, ślepego jeszcze szczeniaka, suczkę, która została wykarmiona i, tym razem już z premedytacją, nazwana Naleśnikiem. Gdy już nieco się oswoiła i koordynację ruchów trochę poćwiczyła, nos zaczęła wyściubiać na dwór, dzięki czemu kilka zdjęć można mu było zrobić:)
Najbardziej zaprzyjaźniła się z najmłodszymi na ranczu. Następne zdjęcie może się wydać się drastyczne, ale nikomu nie dzieje się krzywda. Naleśnik uwielbia takie zabawy, nigdy nie sprzeciwia się lataniu do góry nogami ;)











